Strona Główna · Msze Św. i Nabożeństwa · Ogłoszenia parafialne · Intencje mszalne · Szukaj Październik 18 2017 20:34:51
Nawigacja
Informacja o Parafii
  Informacje Ogólne
  Historia Parafii
  Duszpasterze
  Siostry Zakonne
  Msze Św. i Nabożeństwa
  Poradnia rodzinna
  Skupienie dla narzeczonych
  Konferencje przedmałżeńskie
  Biblioteka

Ważniejsze Wydarzenia
  Światowe Dni Młodzieży 2016
  2014
  2013
  2012
  2011
  2010
  2009
  2008

Patron Parafii

Grupy Parafialne
  Akcja Katolicka
  Apostolat Modl.za Kapłanów
  Diakonia Modlitwy
  Domowy Kościół
  Grupa AA i klub "Ostoja"
  Krąg Biblijny "Anna"
  Krąg Biblijny "Józef"
  Krew Chrystusa
  Legion Maryi
  Lektorzy
  Ministranci
  MDM
  Neokatechumenat
  Oaza Dzieci Bożych
  Przyjaciele Oblubieńca
  Róża Różańcowa za Dzieci
  Różaniec za Rodziców
  Skauci Europy

Muzykowanie Parafialne

Życie Duchowe
  Duch Święty
  Eucharystia
  Rodzina
  Rozeznanie Duchowe
  Słowo Boże
  Posługa Uwalniania

Sakramenty i sakramentalia
  Chrzest Święty
  Bierzmowanie
  Eucharystia
  Sakrament pokuty
  Namaszczenie chorych
  Małżeństwo
  Pogrzeb

Msza Święta

Galeria Foto

Galeria Video

Galeria Audio

Polecamy

Redakcja

Archiwum

Info - Historia Parafii

Historia Parafii św. Józefa w Kraśniku, to zmagania towarzyszące budowie kościoła, początki trudnego budowania wspólnoty parafialnej i naszego dojrzewania w wierze. Towarzyszyły temu tak bardzo dramatyczne wydarzenia, że są godne utrwalenia w zbiorowej pamięci. Jesteśmy również winni to ludziom, których świadectwo wiary,  cierpienie, praca i ofiara są naszym dziedzictwem.
/z Kroniki Parafialnej, str. 23/
    Przed II wojną światową w trakcie budowy fabryki i osiedla Dąbrowa - Bór - proboszcz z Kraśnika (Parafia Wnieb. NMP) - ks. kanonik Scypio del Campo chciał sprowadzić z Nałęczowa do Kraśnika byłego wikariusza Parafii Kraśnik - ks. Józefa Gorajka, aby w r. szk. 1938/39 objął funkcję prefekta w nowo powstałej szkole przemysłowej - jako pracownik etatowy - z tym zadaniem, że zajmie się jednocześnie budową kościoła w osiedlu fabrycznym. Ks. Józef Gorajek wyraził zgodę. Wojna jednak przerwała te plany i zamierzenia. (Ustna relacja ks. Józefa Gorajka).
/z Kroniki Parafialnej, str. 29/
    W roku 1955 - w czasie kampanii wyborczej do Sejmu - w ,,Domu Kultury'' w Kraśniku Fabrycznym - wywiązała się dyskusja podczas spotkania z kandydatem na posła. Padło wiele zapytań. Mieszkańców Osiedla interesowało wiele spraw. Technik dentystyczny T. Galus zapytał: ,,A jak jest ze sprawą budowy kościoła? - właśnie tu w Kraśniku''. Kandydat pochodzący z rejonu Puław, powiedział, że w tej sprawie jednostka nic nie zrobi, musi działać Komitet Budowy. Zawiązał się Komitet. Weszli doń: T. Galus, W. Niewinowski, Wł. Muszyński, E. Ziemba, B. Maj, G. Krzęcijewska. Rozpoczynają się starania o budowę kościoła.
    Duszą Komitetu jest późniejszy prezes Sądu Powiatowego P. Nóżka, który z racji swojej pozycji społecznej  nie mógł oficjalnie należeć do Komitetu, ale jako prawnik znał właściwe drogi i sposobu postępowania. On pouczał delegatów, redagował pisma, wskazywał instancje. [...] /relacja p. Anieli Barcikowskiej./
    Starania Komitetu Budowy wspierały bardzo gorliwie władze Kościoła. Archiwum Kurii Archidiecezjalnej w Lublinie dysponuje oryginałami i odpisami wielu dokumentów, obrazującymi starania o pozwolenie na budowę kościoła. Pod różnymi pretekstami odmawiano Komitetowi bądź kompetencji, bądź wyszukiwano inne, formalne, często fikcyjne, przeszkody. Cynizm, cynizm i jeszcze raz cynizm ówczesnego ,,naczalstwa'' powiatowego to jedyna możliwa ocena tej korespondencji.
/z Kroniki Parafialnej str. 29/
    Za Szkołą nr 5, obok skrzyżowania dróg leśnych, stał krzyż. Kto go postawił - Bóg raczy wiedzieć. Nie wadził nikomu. Teren był wolny, pustkowie. Krzyż stał poza ogrodzeniem szkoły. Później część terenu zajęła szkoła na boisko. Krzyż stał poza ogrodzeniem. Tu odbyła się Msza św. polowa dla 250 dzieci przystępujących do I Komunii św. (Na odprawienie Mszy św. zezwoliła Wojewódzka Rada Narodowa. Było to dnia 30 czerwca 1957 r. )
    Z tej uroczystości zachowały się liczne pamiątkowe zdjęcia w większości autorstwa p. Władysława Muszyńskiego.
    Krzyż w lesie koło szkoły stał się od tej pory centrum życia religijnego Kraśnika Fabrycznego. Komitet Budowy Kościoła ciągle ponawiał starania o pozwolenie na budowę kościoła
    28 lutego 1958 r. skierowano pismo do Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Lublinie, w którym Komitet pisze, że do dnia 31 grudnia 1958 r. kilkakrotne delegacje nie uzyskały nic od Wydziału do spraw Wyznań - były tylko przyrzeczenia. Ostatnia delegacja była w dniu 11 grudnia 1957 r. Dalej Komitet pisze, że rozmowy z Ob. Pawłem Dąbkiem w wyżej wymienionej sprawie - nie dały rezultatu - mimo że osobiście przyrzekł on w dniu 9 października 1957 r. podać termin spotkania w tej sprawie. Dalej w cytowanym piśmie, Komitet piszą, że społeczeństwo jest przekonane o negatywnym stanowisku władz wojewódzkich i dlatego jest  zmuszony zwrócić się w tej sprawie do władz centralnych. Komitet wyznaczył termin - ultimatum wyjazdu do Warszawy na dzień 20 marca 1958 r., chyba że Prezydium Wojewódzkie wyznaczy wcześniejszy termin spotkania. Pismo w imieniu Komitetu Budowy podpisali: Wł. Niewinowski i  T. Galus.
27 kwietnia 1958 r. złożono w Prezydium Miejskiej Rady Narodowej w Kraśniku pismo - prośbę o zezwolenie na odprawienie Mszy św. polowej w dniu 15 czerwca 1958 r. dla dzieci przystępujących do I Komunii św. w miejscu, gdzie odbyła się ubiegłego roku (polana za szkołą).  Do Komunii św. miało przystąpić 250 dzieci, a PKS nie mogła zagwarantować przewozu dzieci i rodziców. Do pisma dołączono podpisy rodziców.
    19 maja 1958 r. Komitet Budowy Kościoła w Kraśniku Fabrycznym przesłał do Kancelarii Prymasa Polski odpis pisma wysłanego w tym samym dniu do Kurii Biskupiej w Lublinie. W piśmie, podpisanym przez członków Komitetu pp. Muszyńskiego i Niewinowskiego, była zawarta informacja, że delegacja Komitetu Budowy udała się w dniu 16 maja 1958 r. do Warszawy, do Urzędu do spraw Wyznań. Minister Sztachelski był ,,zdumiony''. Powiedział, że sprawa parafii, po jego rozmowie z Pawłem Dąbkiem, powinna być definitywnie załatwiona, że sprawy te są załatwiane między władzami wojewódzkimi a kościelnymi, zgodnie z porozumieniem między Państwem a Episkopatem. Obiecał skontaktować się z ob. Pawłem Dąbkiem i zaproponować mu, by porozumiał się z przedstawicielami Kurii i wyjaśnił, jakie są przeszkody w utworzeniu parafii. Naciskany przez delegację stwierdził, że jeżeli przeszkody wysuwane przez Województwo są fikcyjne lub nieistotne, wpłynie za zmianę decyzji.
    Komitet pisze, że jest przekonany o większej skuteczności takich delegacji i postuluje dalsze interwencje w Województwie. (Podpisali: pp. Niewinowski, Krzęcijewska, Maj, Muszyński, Ziemba).
    Kilkanaście dni później - 3 czerwca 1958 r.,  Prezydium Rady Narodowej w Kraśniku pisze do Komitetu Budowy, że prośbę w sprawie Mszy św. polowej dla dzieci pierwszokomunijnych w dniu 15 czerwca 1958 r. przesłano do Prezydium Powiatowej Rady Narodowej. Już następnego dnia Prezydium Miejskiej Rady Narodowej w Kraśniku Fabrycznym w piśmie skierowanym do Jerzego Zajdlera (członka Komitetu Organizacyjnego) pisze, że Wydział Społeczno-Administracyjny Powiatowej Rady Narodowej pozwolenia nie udziela. Uzasadnienie wspomina o niewielkich odległościach, tylko 6 km, do kościoła parafialnego i 4 km do innych parafii, pisze o istniejącej komunikacji samochodowej, powołuje się na brak takiej tradycji (rok wcześniej taką Mszę św. odprawiono). Na koniec umieszczono informację o możliwości odwołania się od tej decyzji w ciągu 14 dni do władz wojewódzkich.
    6 czerwca 1958 r. wpłynęło do Prezydium Wojewódzkiej Radu Narodowej w Lublinie odwołanie. Podpisało je 82 osoby. Powołano się w nim na 69, 70 i 71 art. Konstytucji. Lublin zezwolił. Msza św. polowa i Komunia św. odbyła się więc po raz drugi na polanie pod lasem w dniu 15 czerwca 1958 r.
    To miejsce, polana za szkołą (wówczas nr 2), stało się miejscem modlitwy dla mieszkańców Kraśnika Fabrycznego. Tu zbierano się na śpiew majówek w maju następnego roku.
Pozwolenia na budowę kościoła nadal nie było. Członków Komitetu Budowy zbywano pseudoprzeszkodami oraz zastraszano w różnoraki sposób. Krzyż pod lasem coraz bardziej denerwował i prowokował. Napięcie rosło. W tej sytuacji musiało dojść do konfrontacji między domagającymi się swoich praw mieszkańcami Kraśnika Fabrycznego a komunistyczną  władzą i jej wykonawcami.
    Dodatkowym elementem pogłębiającym to napięcie był fakt, że w dniu 19 marca 1957 r. Urząd do spraw Wyznań w Warszawie pismem znakowanym II - la/1I57 udzielił zezwolenia na budowę ośrodka sakralnego w Kraśniku Fabrycznym. Powyższe zezwolenie jednak zostało udaremnione przez WRN w Lublinie.
    Celem umożliwienia tysiącom wiernych wypełniania praktyk religijnych od 1957 r. odprawiano w Kraśniku Fabrycznym nabożeństwa polowe przy krzyżu. Spokojne modlitwy wiernych, biorących udział w nabożeństwach w dniu 26 czerwca 1959 r. stały się okazją do rozpętania przez władze porządkowe fanatycznego i niespotykanego terroru, doszło nawet do profanacji przedmiotów kultu.
Oddajmy głos ówczesnemu Proboszczowi, ks. Stanisławowi Niedźwińskiemu.
/Z kroniki Parafii Wnieb. N.M.P. w Kraśniku str.91/:
    ,,Po misjach wyjechałem na urlop 17 czerwca (1959) do Ciechocinka, aby podreperować swoje zdrowie i wypocząć nieco nerwowo, bo dwutygodniowe misje wyczerpały mnie całkowicie. W czasie mojego urlopu, 26 czerwca (59) powstały awantury w Kraśniku Fabrycznym.
    Rozpoczęło się od tego, że parę pobożnych niewiast, wspólnie z dziećmi, na polanie pod krzyżem, gdzie wierni gromadzą się na majowe i czerwcowe nabożeństwa, postawiło polowa kapliczkę w ten sposób, że na słupkach wkopanych w ziemię umieszczono łaty i deski, obito papą, aby w czasie nabożeństw czerwcowych chronić się przed deszczem. Czynniki wrogie Kościołowi zrobiły z tego wielką bombę. Najpierw milicja wszczęła awanturę pod krzyżem tym, którzy pracowali przy tej kaplicy, potem zabrała rozebrane deski, łaty, kilim i obraz Matki Bożej. Gromada dzieci poszła pod posterunek i domagała się zwrotu obrazu. Paru chłopców zostało zatrzymanych przez milicję. Wtedy w mieście powstało oburzenie. Pod posterunkiem gromadziło się coraz więcej dziatwy i starszych. Milicja zaczęła rozpędzać tłum, używając pałek gumowych. Do fabryki dotarła wieść, że milicja bije dzieci. Wtedy wśród robotników zakipiało. Cała zmiana pierwsza, która wychodzi z fabryki o godz. 15-tej, znalazła się przed posterunkiem. Rozpoczęły się kłótnie i wymyślania wzajemne. Władze zarządziły pogotowie i zażądały pomocy z Lublina i innych powiatów. W ciągu paru godzin przybyła pomoc milicji i KBW z Lublina".
Z kroniki Parafii Wnieb.N.M.P. w Kraśniku str.92:
 ,,Napięcie przybierało na sile. Żadne perswazje nie pomogły. Na pałki gumowe znalazły się kamienie. Późnym wieczorem wywiązała się bójka. Zdemolowano siedzibę Prezydium Miejskiej Rady Narodowej i posterunek milicji. Straż pożarna i wojsko używały wody do rozpędzania tłumów. Siły milicyjne nadciągały w coraz większej ilości. Zebrani robotnicy zorientowali się, że cały plac jest otoczony wojskiem i wtedy rozpierzchli się do domów. Wówczas rozpoczęła się istna obława na ludzi. Kogo złapano na ulicy, ten był aresztowany. W nocy milicja i Urząd Bezpieczeństwa przeprowadzali rewizje w blokach. U kogo znaleziono mokre ubranie, tego zabierano. W rezultacie przez noc aresztowano ponad tysiąc osób. Po wylegitymowaniu wiele z nich zwolniono. Ostatecznie kilkanaście osób wywieziono do więzienia. Zwolnionym wytoczono dochodzenia administracyjne. Kolegium Karno-Administracyjne ukarało grzywnami do 4000 zł paręset osób.  Innym wytoczono procesy sądowe. Pierwszy proces odbył się w Domu Ludowym w Kraśniku. Sądzonych było sześć osób. Wyrok był taki : trzy osoby dostały po 3 lata więzienia, i trzy po 2,5 roku. Razem, we wszystkich grupach, skazanych na więzienie było ponad 20 osób".
  W tym miejscu przerwijmy relację ks. dziekana Niedźwińskiego i przytoczmy jeden z wyroków, który wówczas zapadł.
,,Wyrok (doręczony 17 XI 1959) w imieniu Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Dnia 7 VIII 1959 r. Sąd Powiatowy w Kraśniku w Wydziale Karnym w składzie następującym: Przewodniczący: St. Sobstyl; Ławnicy: J. Macjewicz i W. Dymel; protokolant: W. Maj, w obecności W. Pawłasa rozpoznał dnia 6 i 7 sierpnia 1958  sprawę oskarżonych:
1. Mariana Piotrowskiego ur. 21 XI 1925 w Cieszanowie, s. Jana i Anastazji z Karwowskich
2.Józefa Morawskiego ur. 31III 1933 w Szastarce s. Jana i Eugenii ze Szpotów
3. Lucjana Kuśmierczyka ur 6 VII 1934 w Anielinie, s. Augusta i Marii z Maciągów
4. Alfreda Kozłowskiego ur.6 XI 1932 r. w Popkowicach, s. Antoniego i Weroniki z Kowalczyków
5. Henryka Kazimierza Niecia ur. 19 I 1935 r. w Skorczycach, s. Piotra i Zofii z Węcławskich
6. Zygmunta Czajko ur. 25 X I - I w Lidzie ZSRR, s. Pawła i Michaliny z domu Góra
oskarżonych o to, że dniu 26 VI 1959 r. w Kraśniku Fabrycznym wzięli udział w zbiegowisku - rzucali kamieniami - zdemolowali lokal miejscowego posterunku MO i Prezydium MRN - Zygmunt C. uderzył w głowę czł. ORMO Tadeusza B., a w twarz Jana Ł.
M. Piotrowskiego, J. Morawskiego, L. Kuśmierczyka, A. Kozłowskiego, H.K. Niecia i Z. Czajko uznaje się winnymi czynów na mocy art. 163 KK. i skazuje:
M. Piotrowskiego i A. Kozłowskiego i J. Morawskiego na 3 lata więzienia każdy. L. Kuśmierczyka, H.K. Niecia i Z. Czajko za 2 lata 6 mies. - zaliczyć areszt prewencyjny - 600 zł opłaty sądowej i 120 zł kosztów postępowania.
Świadkowie oskarżenia: Czesław K., Bronisław S., Stanisław S., Marian W., Lucjan D., Walenty S., Jan Ł., Czesław G., Tadeusz K., Tadeusz B., Jan K., Marian M., Bogusław M., Stanisław K., Zbigniew D., Wacław J., Karol T., Stanisław P., Edward K., Julia W., Józef Z."
Z kroniki Parafii Wnieb. N.M.P. w Kraśniku str.92:
Ciąg dalszy relacji ks. dziekana Stanisława Niedźwińskiego:
,,Będąc w Ciechocinku o tych zajściach dowiedziałem się z radia zagranicznego Wolna Europa. W pierwszych dniach lipca przyjechał do mnie ks. Rapa, wikariusz kraśnicki, który opowiedział mi dokładnie o tych awanturach. Urlopu nie przerwałem. Za parę dni dostałem telegram z Kurii Biskupiej wzywający mnie do stawienia się w Kurii. Zakończyłem kurację i 12 lipca (1959) stawiłem się w Kurii Biskupiej. Tu dano mi do przeczytania pismo z Wojewódzkiej Rady Narodowej, w którym władze czynią mnie odpowiedzialnym za awantury w Kraśniku Fabrycznym. Postawiono mi zarzut, że ja przed urlopem przygotowałem te ekscesy i usposobiłem ludność do rozpoczęcia awantur na tle religijnym. W konsekwencji PRN zażądała od Kurii Biskupiej zabrania mnie i dwóch wikariuszy: ks. Rapę i ks. Dwornickiego z Kraśnika. Na to pismo dałem odpowiedź w formie odwołania do Urzędu do Wyznań w Warszawie. Niezależnie od tego pisma pojechałem raz i drugi do dyrektora Lecha, którego przekonałem, że zarzuty stawiane mi są absurdalne.
    Natomiast posypały się grzywny (wobec mnie i moich wikariuszy). Po złożeniu odwołania do Kolegium przy WRN większość tych kar wobec księży została uchylona.
    Podobne kary (ale już płatne) posypały się na ludność katolicką w Kraśniku Fabrycznym. Łącznie Kraśnik Fabryczny, to jest robotnicy tam zamieszkali, zapłacili ponad 160 tys. zł".
    Trzeba koniecznie dodać, że na ówczesne czasy była to suma ogromna. Terroryzowano mieszkańców Kraśnika i okolic na wiele innych, niezwykle wyrafinowanych, sposobów.
    Dnia 5 października 1959 r. w piśmie do Sekretariatu Prymasa Polski Nr 161/59 ks. Niedźwiński napisał:
,,...Olbrzymia ilość ludzi, zwłaszcza tych, którzy, uczęszczają do kościoła, jest karana przez Kolegium  Orzekające wysokimi karami (po 1500 - 2000 zł - i więcej), za rzekome uczestniczenie w awanturach na tle religijnym, jakie miały miejsce 26 czerwca 1959 r. Wystarczy, aby jakiś ormowiec lub członek partii oświadczył w MO, że ten a ten był na zgromadzeniu 26 czerwca przed Prezydium MRN w Kraśniku Fabrycznym,  a oskarżony nie wytłumaczy się - zostaje ukarany grzywną 2000 zł. Znam rodzinę katolicką...:małżeństwo z kilkorgiem dzieci, jedna osoba pracuje, zarabia 1300 zł. miesięcznie, oboje małżonkowie zostali ukarani po 2050 zł grzywny. Co się tu dzieje, to chyba można porównać tylko z jakąś kolonią w głębokiej Afryce, gdzie kolonizatorzy terrorem zmuszają do posłuchu wynędzniałych Murzynów".
    Dramatyczne zmagania mieszkańców Kraśnika Fabrycznego o własną świątynię zakończone zostały wyrokami sądowymi, więzieniem, grzywnami, krzywdą i upokorzeniem wielu ludzi.  Wydarzenia z dnia 26 czerwca 1959 r. przetrwały w pamięci wielu naszych parafian. Są to wspomnienia często pełne goryczy i poczucia osobistej krzywdy. Wynika z nich jasno nienawiść komunistycznej władzy do kościoła i religii. Widać upodlenie komunistycznych sługusów, którzy z niezrozumiałą, diabelską, nienawiścią, oskarżali swoich braci i sąsiadów.  Z opowiadań, świadków tamtych wydarzeń przebijają też i jasne promienie ludzkiej szlachetności, solidarności i bezinteresownej pomocy dla tych, którzy stali się ofiarami komunistycznej ,,sprawiedliwości''.
     Oto losy niektórych, zebrane w przeprowadzonych wywiadach.
Grażyna Krzęcijewska
    Była członkiem Komitetu Budowy Kościoła Komitet działał bardzo energicznie. Gromadził materiały i fundusze na budowę. Gospodarz - rolnik dawał nawet kawał ziemi pod budowę. Od państwa potrzebne było tylko pozwolenie. Tę największą trudność pomagał pokonywać prawnik, p. Nóżka, który był dobrze zorientowany w obowiązujących przepisach i w kompetencjach poszczególnych urzędników. On, nie należąc do Komitetu Budowy Kościoła,  wysyłał delegacje, redagował pisma i czuwał nad przebiegiem akcji. Za poradą p. Nóżki członkowie Komitetu Budowy Kościoła, jadący do Lublina czy Warszawy dobierali sobie ludzi reprezentujących różne zawody i warstwy społeczne. Taka delegacja reprezentowała całe kraśnickie społeczeństwo.  P.Krzęcijewska wystarała się o zezwolenie na przygotowanie chętnych dzieci do I Komunii świętej Dzięki niej, jedna z delegacji dotarła do posła Jerzego Zawiejskiego i otrzymała od niego obietnicę poparcia sprawy budowy kościoła w Kraśniku Fabrycznym. Sama też jeździła do Warszawy jako członek delegacji. Delegacje były przyjmowane różnie. Czasem na przyjęcie czekały po kilka godzin, często zbywano je niczym, czasem rozmawiano bardzo kulturalnie i grzecznie, ale po powrocie wzywano uczestników delegacji do UB czy do MO. Tu im tłumaczono niestosowność ich działania, grożono, a często nazywano ,,parszywymi owcami". Za tę działalność pani Krzęcijewska została zwolniona z pracy. Po jakimś czasie zdobyła posadę, ale do roku 1972 pracowała tylko ,,na godziny''. Dopiero w 1972 roku ,,znalazł się" dla niej etat. Pracując w wymiarze kilku godzin tygodniowo, nie miała prawa do wynagrodzenia za miesiące wakacyjne. Nagrody i premie też ją zawsze omijały. Mąż szykanowany w pracy wyjechał aż pod Olsztyn, a ona, będąca wówczas bez pracy, otrzymała wymówienie z mieszkania, podpisane przez Jadwigę Ż..  Według p. Grażyny, krzyż za szkołą został zniszczony przez męża kierowniczki szkoły, N., który zachowywał się przy tym wyjątkowo ordynarnie.
 Marian Piotrowski
    26 czerwca 1959 roku wybrał się z żoną na kolację do restauracji. Żona po usunięciu zęba źle się czuła i nie mogła przygotować posiłku w domu. Zobaczywszy tłum ludzi przed urzędowymi gmachami, poprosił żonę, by sama poszła do restauracji i tam na niego poczekała, a on tymczasem dowie się o co chodzi. Wkrótce nadjechał patrol milicyjny i zaczął rozpędzać ludzi. Wtedy rozpoczęła się walka. Rzucano kamieniami, sypały się szyby, fruwały płyty z chodników. Przybyły posiłki policyjne. Ludzi bito pałkami, polewano wodą. Nad wszystkim górował krzyk doprowadzonych do rozpaczy ludzi.
    Pan Marian został zabrany z ulicy i osadzony w więzieniu na trzy lata. (W charakterze świadków, przeciw zatrzymanym zeznawali: S. H., D. i  J.) Siedział w Kraśniku, Nisku, Bydgoszczy i Rzeszowie. W Bydgoszczy był w pracującej brygadzie i wtedy było najlepiej. Więźniowie byli najgorzej traktowani w Nisku, a w Rzeszowie więzienie mieściło się w podziemiu, gdzie były szczury, a po ścianie sączyła się woda. Więźniowie jedli stęchłą kaszę i śledzie.  Siedząc w celi więziennej, martwił się losem swojej rodziny zostawionej bez środków do życia. Żona miała trudności ze znalezieniem pracy. ,,Przyjaciele" odsunęli się i ,,umyli ręce", gdy zwracała się do nich z prośbą o pomoc. Gdy mąż wrócił z więzienia, otrzymał natychmiast powołanie do wojska. Wystarał się o zwolnienie i z nim stanął przed wojskową komisją poborową. W komisji brał udział J., jako ,,czynnik społeczny''. P. Piotrowski przedłożył wtedy posiadane zwolnienie i byłby otrzymał jego akceptację, gdyby nie ,,interwencja" J. Na jego wniosek zwolnienie zostało przekreślone i trzeba było odbyć służbę wojskową.
Stanisława Gąsior
    Krytycznego poranka była pod krzyżem i pomagała w ,,ubieraniu" ołtarza. Gdy milicja rozpędziła tłum i kobiety poszły po odbiór zabranych rzeczy, ona wróciła do domu, do małych dzieci. Mąż, biorący również udział w pracach przy ołtarzu, został zatrzymany. Nie było go przez kilka dni.     W nieszczęściu pospieszył z pomocą znajomy kierowca -  dzięki znajomościom, doprowadził do zwolnienia męża. W zamian za to musiał ugościć człowieka, który zwolnił męża i oprócz sutego jedzenia postawić dużo wódki. Pijany gość był natarczywy i ordynarny, ale nie można było wyrzucić go za drzwi. Mąż wróciłby do więzienia, a w domu nie było żadnych środków do życia. Na domiar złego oboje z mężem musieli wpłacić karę 5.000 złotych, co na ówczesne czasy stanowiło wielką sumę. Pani Stanisława nabawiła się gruźlicy płuc, którą musiała leczyć w sanatorium. Dzieci były jeszcze małe i wymagały obecności matki w domu.  Były to  ciężkie czasy.
 Henryk Nieć
    Krytycznego dnia po odprowadzeniu swojej dziewczyny wracał do domu. Minął przed gmachem MO i PMRN tłum stojących tam ludzi. Dochodziła godzina 21.45. Koło szpitala, a więc daleko już od manifestantów zastąpił mu drogę pracownik UB - Kucharuk i mierząc do niego z pistoletu, zażądał dokumentów. Podany dowód osobisty zabrał i nie oddał. Poszkodowany zwrócił się wtedy do MO, gdyż bez dokumentów  nie mógł pracować jako kierowca samochodowy. Tu otrzymał pisemko upoważniające go do podjęcia pracy. Po dwóch tygodniach został aresztowany i dołączony do poprzednio zatrzymanych 36 osób. Zgromadzeni  ,,świadkowie'', nie rozpoznali w nim uczestnika ulicznych zajść, jedynie ubowiec - Kucharuk zeznawał na jego niekorzyść  Na podstawie tego jedynego oskarżenia otrzymał dwa i pół roku więzienia. Siedział w Nisku, Rzeszowie, Piechocinie k/Szubina i w Siemiatyczach. Pracował na budowie. Siedział z kryminalistami, którzy mieli wyroki śmierci. Jedzenie było podłe, karmiono więźniów śledziami i stęchłą kaszą. Traktowani byli poniżej ludzkiej godności, upokarzani i poniżani.
 Ojciec na własny koszt starał się o zwolnienie pana Henryka. Rozprawa rewizyjna odbyła się w Lublinie. Była na niej, w charakterze świadka, dziewczyna, którą wówczas odprowadzał do domu, ale to nic nie dało. Dobre sprawowanie się więźnia spowodowało, że na wniosek kierownika więzienia skrócono mu karę o kilka miesięcy.
     W dniu aresztowania został oczywiście dyscyplinarnie zwolniony z pracy. Jako ex więźnia nie chciała go zatrudnić kadrowa - Anna Chociej. Został przyjęty do pracy dopiero po interwencji u prokuratora.
Relacja p. Antoniego Oszczędłowskiego (zmarł 2. 01. 1993 r.)
  Był kierowcą samochodowym. Wracał z pracy do domu. Już w Urzędowie zauważył wielką liczbę umundurowanych ludzi: milicjantów, ormowców i ubeków.  Zaniepokojony zaczął pytać, co to znaczy. Pasażerowie nie chcieli mówić. Wreszcie dobry znajomy powiedział mu, że w Fabrycznym jest powstanie. Po drodze mijał oddziały uzbrojone, zdążające w kierunku Kraśnika Fabrycznego.
 Dopiero w domu dowiedział się o zajściach pod krzyżem i gmachami MRN i MO.  Aresztowano wtedy jego sąsiada - Czajkę, a jego żonę tak pobito kolbą broni, że przez kilka tygodni leżała w szpitalu, gdzie usunięto jej odbitą nerkę. W domu u Czajków zostało bez opieki czworo dzieci. Pan Oszczędłowski zajął się wtedy tymi dziećmi,  opiekował się nimi w czasie nieobecności uwięzionych rodziców. Pamięta, że znajomi i inni ludzie pomagali mu w tym spontanicznie, chętnie ofiarując to, co kto mógł.
 Mówi p. Mieczysław Szydłowski:
    Pod leśnym krzyżem  każdego czerwcowego  dnia odbywało się nabożeństwo do Najświętszego Serca Pana Jezusa. 26 czerwca 1959 r. wybrał się P. Mieczysław  z żoną na nabożeństwo. Zastali dziwny widok: ludzi nie było, stał tylko samotny krzyż obwiedziony wokoło sznurkiem. Na sznurku wisiał napis: ,,blomba'' (oryginalna ortografia). Wracając natknęli się na stojący pod posterunkiem MO i Prezydium Miejskiej Rady Narodowej tłum ludzi. Żona poszła do domu, a on został.  Wieczorem przybył z Kraśnika Lubelskiego ksiądz i zaapelował do zebranych o rozwagę, przyrzekając odzyskanie zrabowanych rzeczy. Potem zjawił się dyrektor FŁT i również prosił o rozejście się i zaniechanie niepotrzebnych protestów. Ludzie nie posłuchali, stali dalej i śpiewali kościelne pieśni  Późnym wieczorem rozpętało się piekło. Na ulicach pojawiły się grupy szturmowe z Warszawy, Lublina i Pionek. Mundurowi byli w hełmach, maskach gazowych, z bagnetami i latarkami. Przybyła też straż pożarna. Pojawiły się czołgi. Dowiedział się później, że Kraśnik Fabryczny był otoczony wojskiem, a w okolicznych lasach czekały ukryte czołgi. Z okien gmachu MO oddano kilka strzałów w powietrze. Rozpoczęła się zawzięta walka: woda, pałki, kolby karabinów z jednej strony, a kułaki i kamienie z drugiej. Ludzie wyrywali płyty chodnikowe i kamienie z brukowanej szosy. Ulicami szła tyraliera ormowców i milicjantów z bagnetami natkniętymi na karabiny, a inni biegali po strychach, klatkach schodowych, piwnicach a nawet, po domach i wyciągali przerażonych, kryjących się ludzi, często zupełnie niewinnych. Ładowano ich do czekających wozów i wywożono do Kraśnika Lubelskiego  albo do Lublina. P. Mieczysław był w tłumie, ale nie walczył,  gdyż miał prawą rękę na temblaku w związku z przebytą operacją palca, przeprowadzoną 10 czerwca. Uciekł szczęśliwie do domu i byłoby wszystko dobrze, gdyby nie sąsiadka Helena P., która go oskarżyła na milicji. 13 lipca dostał nakaz stawienia się do Prezydium MRN, skąd już do domu nie wrócił. Został aresztowany i równocześnie stracił pracę w Urzędzie Finansowym PMRN w Kraśniku. Do rozprawy czekał kilka miesięcy. Był w drugiej grupie oskarżonych. Wynajęty przez ojca adwokat, mimo przekonania o zaistniałym bezprawiu, orzekł, że nic nie poradzi, bo wyroki na wszystkich są już dawno gotowe i żadna obrona nie będzie skuteczna. Każdy oskarżony miał przydzielonego sobie opiekuna ze strony oskarżycieli. Jego obowiązkiem  było gromadzenie na swojego podopiecznego materiału dowodowego. Oczywiście oskarżeni o tym nie wiedzieli. Zdradził się z tym ormowiec Sz., który też brał udział w zajściach, wspierając walczący tłum ludzi. Jednak na rozprawie, jako ormowiec i członek PZPR, był oskarżycielem. (Potem udowodniono mu, w innej sprawie, że ułatwiał aresztowanym złodziejom porozumiewanie się z pozostałymi członkami przestępczej grupy i wtedy sprawiedliwości stało się zadość. Został aresztowany i osadzony w więzieniu.) Oskarżycielami byli: Helena P., M., i K. Oskarżał prokurator Kujas. K. Z oskarżyciela stał się też oskarżonym. Nie obroniło go to, że był funkcjonariuszem MO. On też brał aktywny udział w ulicznych zajściach. Bez munduru walczył z kolegami z MO. Został oskarżony i osadzony w więzieniu.
    P.Szydłowski siedział w Lublinie, Nisku, Przemyślu, Rzeszowie, Majdanku, Medyce, Częstochowie... (w sumie w 34 więzieniach). Wszędzie więźniowie byli źle traktowani, bito ich i źle żywiono. P. Szydłowski siedział razem z kryminalistami. Często wśród nich byli prowokatorzy. Po dziesięciu miesiącach dostał odroczenie wyroku ze względu na ciężką sytuację pozostawionej rodziny. Po wyjściu z więzienia szukał daremnie pracy. Nikt go nie chciał zatrudnić. Poradzono mu cynicznie, aby sobie kupił kilka par butów na grubej podeszwie. Zniszczy je,  zanim  znajdzie pracę. Pojechał   wtedy do wojewody Pawła Dąbka. Ten kazał go zatrudnić na dawnym miejscu.  Został przyjęty, ale natychmiast zaczęły się na niego donosy i prowokacje. Wisiała nad nim  jeszcze  część wyroku. Zaczęło się teraz ,,polowanie'' na niego. Ukrywał się jak, mógł, przedłużał sobie u prokuratora urlop, ale w końcu dopadła go milicja w domu. Został wtedy nieludzko pobity. Broniąc się, walczył z milicjantami,  za co został znowu oskarżony  za czynną napaść na funkcjonariuszy MO. Został powtórnie osadzony w więzieniu. Gdy je opuścił, zwrócił się o pracę do FŁT. Został zatrudniony z wielkimi oporami. Do dzisiejszego dnia odczuwa skutki bestialskiego pobicia i półtorarocznego pobytu w więzieniu.
Mówi p. Helena Wawszczyk
    P.Helena stroiła ołtarz przy krzyżu w czerwcu 1959 r. Była z kobietami po zwrot rzeczy zabranych przez milicję spod krzyża.  Drzwi posterunku MO były zamknięte i nie pomogło dobijanie się do nich. Kobiety nie zostały wpuszczone do środka. Stała na dworze i razem ze wszystkimi śpiewała. Kiedy jednak wieczorem posypał się  grad  kamieni,  odeszła na bok  i obserwowała wydarzenia,  nie biorąc w nich bezpośredniego udziału. Po ukazaniu się wozów bojowych milicji i straży pożarnej, poszła do domu. Po trzech dniach dostała wezwanie do stawienia się na posterunku MO. Została aresztowana i zabrana do Kraśnika, a później do Puław. Czekając na rozprawę, siedziała w cuchnących pomieszczeniach i przez długie godziny była przesłuchiwana. Pytano godzinami, ciągle o to samo. Kto z nią był, kto i jak się nazywa. Ona ciągle odpowiadała to samo: nie wiem. Po trzech miesiącach odbyła się rozprawa. Przeciw niej ,,świadczyło'' 16 świadków, którzy ,,widzieli, jak demolowała budynki i biła funkcjonariuszy MO''. Obroniła ją  kobieta - adwokat i kilkuletnia córeczka, która  dramatycznie  prosiła sąd  o  zwolnienie mamy. Wyrok zawieszono  na półtora roku wraz z pozbawieniem praw obywatelskich na cztery lata,  zapłaciła też bardzo wysoką grzywnę.
    Wydarzenia z 26 czerwca 1958 r. zaważyły mocno na przyszłości Kraśnika Fabrycznego. Komunistyczna władza nie zgadzała się na budowę nowych kościołów, to była generalna zasada. której dokładnie przestrzegano.  Szczególnie dotyczyło to nowych wielkich aglomeracji miejskich. Nie zgadzano się na budowę kościoła  w  Nowej Hucie, w  Świdniku, w Lublinie, w Poniatowej, a więc nie zgodzono się też na budowę kościoła  w Kraśniku Fabrycznym. W zamyśle komunistycznej władzy miały to być miasta nowe, nowoczesne, bez kościołów, bez religii, zamieszkałe przez nowych ludzi, wychowanych na innych wartościach, nie mających nic wspólnego z religijnymi obciążeniami. Komuniści uważali, że zniszczenie religii w duszach ludzkich to kwestia czasu  i  konsekwencji  w działaniu. Jednak w Kraśniku Fabrycznym, po wydarzeniach z 1959 r. działania  komunistycznej władzy miały zwielokrotnioną determinację.  Dokonano zemsty  nie tylko na jednostkach,  którym  zniszczono  zdrowie, życie rodzinne, karierę zawodową, ale dokonano również specyficznej zemsty na całym społeczeństwie. Po usunięciu zewnętrznych znaków, jak krzyża przy obecnej Szkole Nr 5, przyszła  kolej na inne krzyże, w końcu dokonało się najbardziej spektakularne usunięcie krzyża z miejsca, gdzie znajduje się obecny CPN. Krzyż ten odkopano dookoła, ale robotnicy odmawiali udziału w bezpośrednim jego usunięciu. Dokonał tego ówczesny kierownik MPGKiM  - St. K. Obalony krzyż położono na furmance, a St. K. usiadł na nim okrakiem i jechał przez całe miasto na miejsce,  gdzie dziś stoi wybudowany kościół. Tutaj go zrzucono do magazynu poligonu budowlanego (wytwarzano tu różne prefabrykaty budowlane), a następnie porąbano i spalono w kotłowni. Późniejsza lokalizacja kościoła w tym miejscu dla wielu z nas  jest znakiem, że Bóg wybrał na swoją świątynię to miejsce, najpierw swego poniżenia, aby tu został wywyższonym. Tak myśleliśmy  28 października 1978 r., kiedy na tym placu przywracaliśmy krzyż Kranikowi Fabrycznemu i na tę pamiątkę postanowiliśmy obchodzić odpust w uroczystość Podwyższenia Krzyża św. To nie przypadek, że po wielu perypetiach i zawiłościach, zdecydowano się na wybudowanie kościoła właśnie w tym miejscu.  Po takich spektakularnych działaniach, którym z pogardą i wielkim bólem przyglądało się społeczeństwo ludzi wierzących, przyszły działania tworzące swoisty klimat ateizmu w tym mieście. Były to działania wielokierunkowe. Sądzę, że zostaną one szczegółowo opisane i opracowane.
    Początek takim badaniom dała już niezwykle wartościowa praca magisterska ks. Aleksandra Plewika, napisana na KULu na temat: ,,Wpływ rodziny na religijność dzieci w środowisku  miejskim  na przykładzie  Kraśnika Fabrycznego'',  Lublin 1971.
    Szczególną rolę w ateizacji mieszkańców Kraśnika odgrywała miejscowa Fabryka Łożysk Tocznych, która dysponując wielkimi funduszami, sponsorowała niemal wszystko: organizację partyjną,  związki  zawodowe, dom kultury,  orkiestrę,  sport,  szkoły...dosłownie wszystko. Fabryka  była ośrodkiem ateizacji i indoktrynacji ludzi. Jeszcze w latach osiemdziesiątych  w  tutejszej  fabryce  istniał ośrodek  szkolenia  kadr  partyjnych,  tzw.  uniwersytet marksizmu  i  leninizmu, w  którym wśród   najważniejszych zajęć były odczyty z religioznawstwa. Oczywiście, religioznawstwa w wydaniu  marksistowskim,  religioznawstwa spreparowanego. To religioznawstwo  dostarczało  argumentów głównie przeciw Kościołowi Katolickiemu.
    To nie przypadek, że w Kraśniku Fabrycznym nazwy ulic były opatrzone nazwiskami Lenina, Bieruta, Dzierżyńskiego, Rokossowskiego, Langego, Dąbrowszczaków.
    Tutejsze szkoły miały (i jeszcze mają) za patronów komunistycznych działaczy. W ateizacji dzieci i młodzieży głównie prym wiodły szkoły.  Z przykrością należy stwierdzić, że wielu nauczycieli angażowało się świadomie, bądź nieświadomie (wprost lub pośrednio) w ateizowanie swoich podopiecznych.
    Znaczącą rolę w ateizowaniu tutejszej społeczności miał miejscowy Dom Kultury. Tutaj znalazły swoje miejsce różne organizacje i instytucje  bądź zastępujące religię, bądź proponujące nowy sposób bycia, obyczaju, spędzania wolnego czasu i wypoczynku - bez religii i Pana Boga. Tworzono nowe zwyczaje, dotyczące np. pogrzebów, ślubów, uroczystego nadawania imion, przyrzeczenia uczniów, a nawet przedszkolaków.
    Skutki są widoczne i mają odzwierciedlenie  w  religijności mieszkańców Kraśnika Fabrycznego.     Np. wielu ludzi po 15-tu latach funkcjonowania w naszym mieście kościoła nie rozumie, że istotą pogrzebu jest modlitwa, a nie przemarsz ulicami miasta. W  tamtych czasach  w  Kraśniku Fabrycznym  pogrzeb polegał na tym, że przechodzono ulicami miasta z orkiestrą, często bez krzyża  i  jakichkolwiek  znaków  religijnych. Najbliżsi tylko wsiadali do samochodu i  jechali do Kraśnika Lubelskiego, aby tam w gronie rodziny dopełnić  religijnego pogrzebu. Nic dziwnego, że w latach osiemdziesiątych spotkaliśmy się z takim zachowaniem ludzi, którzy po uczestniczeniu we Mszy św. w prowizorycznej kaplicy (funkcjonującej w czasie budowy kościoła), zamiast  jechać na  cmentarz  oznajmili,  że teraz idą na miejscowe boisko..., bo zmarły był sędzią piłkarskim. I poszli. Nie pomogły żadne tłumaczenia. Wszyscy pojechali, z wyjątkiem księdza. Zmarły pożegnał się z kochanym stadionem. Potem pojechano na cmentarz.
    Były  i są  jeszcze inne zwyczaje wprowadzone w tamtym czasie, które niejako weszły na miejsce religii: a to dzwonek ostatni raz zadzwoni woźnemu ze szkoły, a to nauczyciel ostatni raz pożegna się ze swoją szkołą, syrena zawyje strażakowi itp. itd.
    Ośrodki wczasowe, do których jeździli prawie wszyscy, położone były z dala od kościoła, a koniecznie już kolonie, gdzie programowo dzieci były trzymane z dala od modlitwy i Mszy św.
    Punkty nauki religii znajdowały się z olbrzymiej odległości od szkół. Trzeba było wielkiej odpowiedzialności rodziców i poświęcenia ze strony dzieci i młodzieży, aby w lekcjach religii uczestniczyć.
    Większość  tutejszych mieszkańców  ograniczała  swoje uczestnictwo w życiu religijnym do pobytu  w kościele w swojej rodzinnej miejscowości. Niektórzy jeździli do Kraśnika Lubelskiego. Było ich niewielu. Inni  chodzili piechotą do odległego o 6 km. Urzędowa. Pozostali nie chodzili nigdzie. Rezultatem jest taka sytuacja, że w co trzeciej rodzinie zamieszkującej na terenie Kraśnika Fabrycznego od dwu pokoleń nie ma przekazu wiary.  I to jest najtragiczniejsze.
    Sprawa  budowy kościoła w Kraśniku Fabrycznym była ciągle aktualna, z tym, że po wydarzeniach z czerwca 1959 r. stała się  trudniejsza. Byli  tacy, którzy mówili, że prędzej im włosy na dłoni wyrosną, nim w Kraśniku Fabrycznym zostanie wybudowany kościół. Inni byli zastraszeni. Wielu obojętnych. Byli i tacy, którzy wrogo patrzyli na te poczynania i reagowali nienawiścią
    W latach 1959 - 1977 poczyniono jednak szereg starań, które miały doprowadzić do uzyskania pozwolenia na wybudowanie kościoła w Kraśniku Fabrycznym. Przede wszystkim były to działania Kurii Diecezjalnej w Lublinie, która przy każdej okazji występowała do odpowiednich władz o pozwolenie na budowę kościoła w Kraśniku. Czasem łącznie z innymi prośbami: o budowę w Świdniku, Lublinie, a czasem osobno, tylko dla Kraśnika Fabrycznego. Występowano z tym postulatem budowy kościoła  od pewnego  momentu, corocznie.  Świdnik  i  Kraśnik uznano za potrzeby pierwszorzędne.
    Dużą rolę w staraniach o pozwolenie odegrał ks. Stanisław Szczuka, dziekan i proboszcz kraśnicki: organizował podpisy, monity, delegacje. Nie było to wcale takie proste. Zastraszeni ludzie bali się. Trudno było znaleźć odważnych i gotowych na ryzyko różnych szykan i prześladowań. Ludzie aktywni w  tym względzie byli skrzętnie wyłapywani i upominani przez odpowiednie służby Urzędu Bezpieczeństwa. Jednak delegacje jeździły, przedkładały pisma  podpisane  wielką  ilością  głosów.
    Pani A. Barcikowska w swoim opracowaniu odnotowuje, że zbieraniem podpisów zajmował się p. Marian Dwornicki. Jedna z petycji miała aż 7827 podpisów.
    Dokumenty mówią, że szczególnie dwa wyjazdy były  owocne. Pierwszy z nich miał miejsce 7 lutego 1971 r. W skład delegacji wchodzili: ks. Aleksander Siwek (incognito), p. Aleksander Bartnik, p. Stefan Wieczorek, i p. Kazimierz Szymula. Zwróćmy uwagę na jej skład. Jest bardzo wymowny, szczególnie obecność ks. Siwka ,,w cywilu''. Delegacja ta była u ówczesnego ministra d/s wyznań, Skarżyńskiego, a następnie wręczyła premierowi, Piotrowi Jaroszewiczowi, petycję z 3304 podpisami. Po raz drugi delegacja ta, lecz bez p. Kazimierza Szymuli, odbyła podróż do Warszawy  29 kwietnia 1971 r., składając na ręce Zastępcy Prezesa Rady Ministrów, Wincentego Kraśki, pismo z 3523 podpisami.
    Kronika parafialna odnotowuje szczególne zaangażowanie  p. Kazimierza Szymuli,  który wybrany do Rady Narodowej Miasta  Kraśnika nie przepuścił żadnej okazji i żadnej sesji, w czasie której by nie podnosił sprawy budowy kościoła.
    Dzień 18 czerwca 1977 r. stał się przełomem w długoletnich staraniach o pozwolenie na budowę kościoła w Kraśniku Fabrycznym.
Przytaczamy w całości treść tego dokumentu:
,,Lublin, dnia 18 czerwca 1977 r. Godło państwowe. WOJEWODA LUBELSKI 25/77; Biskup Lubelski Ks. Prof. Dr Bolesław Pylak w Lublinie;  Decyzja; Na podstawie art. 31 ust.1 ,,Prawa Budowlanego'' z dnia 24.10.1974 /Dz.U.nr 38 poz.229/ oraz Okólnika Nr 3 z dnia 27.03. 1957 r. Urzędu do Spraw Wyznań w Warszawie - w sprawie budownictwa obiektów sakralnych i kościelnych - po rozpatrzeniu wniosku z dnia 10 XII 1976 r. Nr 1641/76 - wyrażam zgodę na budowę nowego kościoła w Kraśniku Fabrycznym. Podstawą rozpoczęcia robót jest uzyskanie lokalizacji i zatwierdzenie projektu planu. Decyzja niniejsza jest ostateczna. - (pieczęć z orłem i napisem w otoku Wojewoda Lubelski) Wojewoda Lubelski (-) Mieczysław Stępień; otrzymują: Naczelnik Miasta Kraśnika, Wydział Gospodarki Terenowej i Ochrony środowiska  w Lublinie,  Kuria  Diecezjalna w  Lublinie; wpłynęło 23 VI 1977 - przyjęto za Nr 810/Gł./77''.
    Tę  decyzję natychmiast ogłoszono wiernym w kościele parafialnym Wnieb. NMP w Kraśniku. Zapanowała radość. Radość przedwczesna. Komunistyczna władza wcale nie miała zamiaru łatwo kapitulować i pozwolić na szybką i łatwą budowę.  O wskazanie miejsca na budowę kościoła zwrócono się niemal natychmiast. Nic się jednak nie działo bez wszechwładnego Wydziału do Spraw Wyznań i towarzysza Stefana Zahora. Ten prześcigał się z innymi urzędnikami w pomysłach,   jak  przeszkodzić,  utrudnić,  odłożyć decyzję, jak upokorzyć ks. Biskupa Lubelskiego, ks. Dziekana Kraśnickiego.  Atmosfera niechęci, celowego utrudniania i przeszkadzania w załatwianiu spraw była zaplanowana. Ludzie świeccy niewiele mogli pomóc. Gdy interweniowali, odpowiadano im cynicznie, że odwlekanie decyzji wynika z nieudolności Kościoła. I tak np. w pierwszej ,,Informacji o terenie'' zaproponowano wybudowanie kościoła w Kolonii Wyżnianka, potem na gruntach używanych rolniczo, co oznaczało, że zmiana przeznaczenia użytkowania gruntu trwałaby lata, itp, itd. Wytworzono atmosferę przepychanki i walki o każdą pozytywną decyzję.
A oto obraz tamtych zmagań przedstawiony w piśmie Biskupa Lubelskiego, Bolesława Pylaka:
,,Biskup Lubelski  23 II 1978  - 27/Gł./78;  Do Wojewody Lubelskiego mgr Mieczysława Stępnia  Gospodarza Ziemi Lub.
1. Uzyskanie zgody na budowę kościoła w Kraśniku Fabr. wywołało radość wśród katolików tego miasta.
2. Podstawą rozpoczęcia robót jest uzyskanie lokalizacji. 9 II ubiegłego roku Kuria Biskupia skierowała pismo do Naczelnika Miasta Kraśnika z prośbą o lokalizację. Wysunięto cztery możliwe jej warianty.
3. Próba została przesłana do Urzędu Wojewódzkiego (Wydział Gospodarki Terenowej i Ochrony środowiska) w Lublinie. Powyższy Urząd przesłał w dniu 28 X 1977 ,,Informację o terenie'', w której zaproponowano nam inne  miejsce  dla   kościoła  poza  Kranikiem  Fabr. -  w Kolonii Wyżnianka.
4. Powyższa lokalizacja jest nie do przyjęcia. Racje uzasadniające przedłożono Wydziałowi Gospodarki Terenowej w piśmie z dnia 15  XI  1977 r. Przyjęcie tego wariantu wywołałoby ferment wśród mieszkańców Kraśnika.
5. W czasie rozmów w Urzędzie do Spraw Wyznań w Lublinie Naczelny Architekt Wojewódzki widział ewentualną możliwość przesunięcia lokalizacji bliżej miasta aż po ulicę Mickiewicza. Taką samą opinię reprezentuje Naczelnik w Kraśniku
6. Kuria Biskupia widzi miejsce przy zbiegu ulic Mickiewicza i Dąbrowszczaków i to rozwiązanie przedłożono Architektowi Wojewódzkiemu. Nieznaczne przesunięcie poprzedniego 17 X  1977 r.
7.  W  Urzędzie do Spraw Wyznań pozwolono podać, że lokalizacja będzie ustalona do 15 stycznia 1978 r. Podano to z ambony w Kraśniku
8. Ze  względu na presję mieszkańców interweniował w  dniu  18 II 1978 r.   Kanclerz  Kurii  w  Urzędzie  do Spraw Wyznań i dalej u Architekta Wojewódzkiego o lokalizację przy zbiegu ulic Mickiewicza i Dąbrowszczaków, przedkładając racje:
a/ Ponieważ  kościół  jest  dla  mieszkańców, więc nie powinien znajdować się poza miastem.
b/ Plac  jest  wolny  -  nie zaplanowano tu żadnej budowy - gdyby teraz budowę ,,wpisano'', byłaby to nieuczciwa gra.
c/ Proponowany teren jest  nieużytkiem, a sugerowany nam jest  ziemią  orną, byłoby  to sprzeczne z gospodarką narodową, by  wbrew  ustawodawstwu  brać  pod budowę ziemię orną zamiast nieużytków.
d/ Miały tu miejsce przykre wypadki w związku z brakiem kościoła. Pamięć o nich jeszcze żyje. Pozwolenie przysłoniło tamte dni - wzbudziło entuzjazm i sympatię dla Władz Państwowych. Zła lokalizacja  i odwlekanie jej może zaprzepaścić dobro społeczne.
e/ Mieszkańcy  Kraśnika  Fabrycznego  interesują  się  budową kościoła. Proponowana lokalizacja to owoc ich myśli i pragnień. Ja jestem ich rzecznikiem. Ponieważ buduje się kocioł  na   lata, nie  wolno  przyjąć  złej  lokalizacji  -  brać  takiej odpowiedzialności za złą  lokalizację w imię dobra społecznego.
f/  Sprawa przyznania lokalizacji ciągnie się już pięć miesięcy i budzi niepokój. Chodzi oczywiście o lokalizację słuszną, uwzględniającą postulaty mieszkańców, a ci na to zasługują''.
    Zahor i reszta nie ustąpili. Postawili na swoim. Plac, o którym mowa w powyższym piśmie Księdza Biskupa do Wojewody, dzisiaj pełni rolę parkingu (obecnie przystanek PKS), zlokalizowano tu piekarnię i chłodnię.
    Ta  sprawa została zakończona decyzją  z dnia 20 maja 1978 r., w której przyjęto obecną lokalizację. Nie była to lokalizacja dobra, ale przyszłościowa. Najważniejsze, że było to miejsce profanacji i spalenia krzyża, ale o tym zapomnieli komunistyczni decydenci. Przypomnieliśmy o tym kilka miesięcy później (28 października 1978 r.), w czasie uroczystości  poświęcenia placu i przywrócenia naszemu miastu krzyża.
 Kronika parafialna Parafii św. Józefa w Kraśniku przytacza w całości  ważny dokument
z  20 maja 1978 r. Znak: P P R  Nr 13 - 600/3/21/77/78. Jest to tzw. decyzja lokalizacyjna, która szczegółowo określała wielkość przyszłego kościoła na 1300 metrów  kwadratowych w jednym poziomie i dopuszczalnej  kubaturze 25000 metrów sześciennych. Pismo  to określało  szczegóły dotyczące projektu przyszłego kościoła  Zawierało  też  warunek polegający na tym, że inwestor (Parafia Wnieb. NMP w Kraśniku) musi  w  ciągu  roku  złożyć  do  zatwierdzenia gotowy plan realizacyjny. Była też klauzula, że decyzja traci ważność, jeżeli inwestor  nie uzyska prawa do terenu. Czas więc naglił.
    Ksiądz Biskup Lubelski zaproponował mi zadanie budowy kościoła w Kraśniku Fabrycznym  i tworzenie nowej parafii na początku stycznia 1978 r. Tymczasem wszelkie sprawy z wielkim zaangażowaniem  prowadził  ks. Stanisław Szczuka,  proboszcz  Parafii Wnieb. NMP.
    Nominację na Rektora  kościoła  w  budowie otrzymałem   w  końcu  czerwca 1978 r.  12 lipca 1978 r. przybyłem do Kraśnika i zamieszkałem na piętrze nie dokończonego domu p. Zygmunta Kurzyny przy ul. Aleja Młodości 167. Parter  tego domu był wynajęty już  wcześniej  na punkt  katechetyczny. W  jednym z  pokoi  urządziłem prowizoryczną kaplicę, w drugim była sypialnia, pracownia  i  biuro. Choć było niezwykle trudno, wspominam ten czas jako najowocniejsze i najradośniejsze chwile mojego kapłańskiego posługiwania.
    Trzeba było działać szybko. Na złożenie dokumentacji pozostało  już  tylko  10  miesięcy.
    Ksiądz Dziekan Szczuka nie tracił czasu i nawiązał szereg kontaktów z  różnymi projektantami,  którzy deklarowali chęć wykonania projektu przyszłego kościoła. Ks.Szczuka znalazł między innymi bardzo zaawansowany plan, autorstwa  znanego  architekta p. Aleksandra Holasa z  Poznania.   Autor wielu projektów budowli sakralnych,   pracował w tamtejszej Kurii Diecezjalnej jako ekspert i doradca w sprawach budowlanych.
    Po obejrzeniu  jego projektu okazało się, że  doskonale spełnia  on warunki dla funkcjonowania  dużej  parafii  miejskiej. Bardzo nam się podobał,  a jednoczenie znakomicie przyśpieszał rozpoczęcie budowy, której  mieszkańcy Kraśnika Fabrycznego nie mogli się doczekać. Pan Holas zgodził się  przerobić  projekt wykonany dla Piły i dostosować do potrzeb Kraśnika. Plan ten został pozytywnie zaopiniowany przez naszą Diecezjalną Komisję Budowlaną. Szczegółowo  przedyskutowano wszystkie jego zalety i wady.
    Pan Aleksander Holas przystąpił do pracy, aby w terminie złożyć projekt do zatwierdzenia i uzyskać pozwolenie na rozpoczęcie robót budowlanych. Wtedy nie miałem jeszcze pojęcia o tym,  jak   wiele  spraw  trzeba będzie załatwić, jak wiele biur  i  urzędników  trzeba będzie odwiedzić. A każdy z nich był ważny ...i na każdego  ksiądz katolicki  działał  porażająco. O  niektórych ,,spotkaniach'' napisałem  w  innym miejscu.
    Wtedy  poza projektem  najważniejszą  sprawą  było  uzyskanie terenu pod przyszłą budowę.
    18 września 1978 r. Wydział Wojewódzki Gospodarki Przestrzennej i Ochrony środowiska w Lublinie (znak: II 8224/12/78) wydał decyzję, w której polecił oddać teren państwowy w użytkowanie Parafii Wnieb. NMP.
    Po tej decyzji możliwe było sporządzenie  3 października 1978 r. w Państwowym Biurze Notarialnym w Kraśniku aktu notarialnego,  a  siedem dni  później,   10 października 1978 r., przekazanie protokolarnie  terenu na rzecz Parafii Wnieb. NMP. w Kraniku (Parafii Wniebowzięcia dlatego,  że  Parafia  św. Józefa jeszcze wtedy formalnie nie istniała.)
 Kronika parafialna, str. 55.
     ,,Po odmierzeniu granic placu pod budowę kościoła rozpoczął się gorączkowy okres pracy. Już od środy 11 października 1978 r. rozpoczęło się niwelowanie placu, a przede wszystkim od 16 października   kopanie dołów  pod  słupy  i  okorowywanie słupów. Ludzie pracowali ochotniczo, samorzutnie, z  entuzjazmem i zapałem. 19 października 1978 r. wkopano 40 słupów co trzy metry, z tym, że zostawiono bramę sześć metrów od strony projektowanej ulicy. Do 20 października przywieziono 50 tysięcy sztuk cegieł. Do 31 października plac był ogrodzony  i  ciągle zwożono cegłę''.
 Kronika parafialna odnotowuje w tym miejscu niezwykłe wydarzenie w dziejach Kościoła: wybór Kardynała Karola Wojtyły z Krakowa na papieża.
    Ta wiadomo spadła na wszystkich jak grom z jasnego nieba. Wtedy nie byliśmy w stanie ocenić tego wielkiego daru Opatrzności Bożej.
 Dalej kronika parafialna informuje:
 ,,5 listopada - 15 listopada 1978 r. -zwózka cegieł, równanie terenu.
 Od  środy 15 listopada 1978 r. budowa  prowizorycznej  kaplicy - ołtarza. Wybudowano na słupach podium, mniej więcej 15m  x 15m, na którym w połowie powierzchni ustawiono dwuspadowy dach wysokości około 10  m - pokryty srebrzystą papą - tworzył <<kaplicę>>, w której znajdował się ołtarz''.
 Zapał był wielki  i  radość  olbrzymia. Wokół wielu życzliwych ludzi.


    Zdarzały się  jednak demonstracje  niechęci, wrogości... głupoty. Oto jeden z mieszkańców pobliskich domów, który dotąd zapewne chodził tędy do pracy, zastawszy któregoś dnia ogrodzenie z  siatki drucianej, zrobił  w  nim dziurę. Naprawiliśmy. Następnego dnia  znowu uszkodził siatkę. Reperowaliśmy dotąd, aż mu się znudziło.
    Inne wydarzenie: tuż  przed uroczystością  poświęcenia zjechał na plac sam towarzysz Zahor z Urzędu do Spraw Wyznań w towarzystwie Kraśnickich urzędników  jakoby  na  interwencję  tych, którzy donieśli, że w Kraśniku Fabrycznym  w  ciągu jednego dnia, bez  pozwolenia władzy, zbudowano kościół. Dziś możemy myśleć, że to śmieszne, ale wtedy padały pytania: ,,Kto podłączył prąd, kto tu pracuje?'' Pojawiły się groźby:  ,,Nie  wolno  odprawiać bez naszej zgody;  gromadzenie  ludzi  jest  nielegalne;  możemy  w  każdej  chwili cofnąć  pozwolenie''.
    Czasy były trudne.  Wielu  naszych  wiernych  nie  miało  o tym pojęcia. Dzisiaj,  kiedy opowiadam  o  tym  młodym  ludziom  - nie  wierzą. To były jednak rzeczywiste i bardzo bolesne upokorzenia.
   W niedzielę dnia 19 listopada 1978 r. odbyła się uroczystość poświęcenia placu pod budowę kościoła w Kraśniku w dzielnicy fabrycznej.  To doniosłe wydarzenie ma swoją bogatą  dokumentację  w  postaci dokładnego opisu uroczystości w kronice parafialnej, tekstów wygłoszonych przemówień, specjalnego albumu z fotografiami, a nawet zapisu magnetofonowego.
     Poświęcenie placu stało się wielką religijną manifestacją społeczeństwa kraśnickiego i okolic. Było to  niezwykłe  w  swojej wymowie wyznanie wiary. Poświęciliśmy plac pod budowę kościoła, ale przede wszystkim przywróciliśmy temu miastu, po latach, Krzyż Chrystusowy.
 P. Wacław Polkowski, który wówczas dokonywał zapisów  w  Kronice  Parafialnej,   tak  przedstawił to wydarzenie:
Kronika Parafialna str. 58 - 60
 ,,Niedziela - 19 listopada 1978 r.  Na plac już od 11 -tej ciągną ludzie: idą piechotą z pobliskich okolic, przyjeżdżają autami własnymi, autobusami komunikacji miejskiej i PKS. Gdy zbliża się godzina 14.30 - cały plac zalegają ludzie. Jest ich około dwadzieścia tysięcy. Gra orkiestra dęta.  O godz. 14.30 Ks. Biskup Dr Zygmunt Kamiński - Sufragan Lubelski, rozpoczyna pierwszą uroczystą Mszę świętą na placu przeznaczonym pod budowę kościoła [...] Po Ewangelii przemawia ks. mgr Jan Strep - Rektor przyszłego kościoła. Mówił o budowie świątyni, o wieloletnich staraniach, o walce o kocioł dla przeszło szesnastotysięcznego miasta, o uporze i cierpieniach w drodze do celu.
      Po Mszy św. Ksiądz Biskup poświęcił duży drewniany krzyż. Odmówiwszy modlitwę, krótko przemówił. Porównał uroczystość dzisiejszą do początków chrześcijaństwa w Polsce.  Jak przed wiekami, tak i tu obecnie krzyż rozpościerając swe ramiona obejmuje to miasto w swoje posiadanie. Niesiony na ramionach wiernych został postawiony na środku placu. Robiło się ciemno, zza małych obłoczków przebijały czerwienią ostatnie promienie słońca, rzucając jasnofioletowy odcień na tłumy ludzi.


     Ksiądz Biskup podkreślił to, że w życiu miasta powinna zapanować zgoda, sprawiedliwość i prawda. Również dobitnie zwrócił uwagę na czas, że stało się to za pontyfikatu Jana Pawła II - papieża Polaka.
    Wreszcie Ksiądz Biskup w asyście około sześćdziesięciu księży obszedł cały plac kropiąc go wodą święconą, a następnie udał się pod krzyż. W tym czasie wierni opiewali <<Boże, coś Polskę>>, <<My chcemy Boga>>. [...] Dalej odprawiano Mszę świętą. Płynęły na podkładzie melodii strofy Słowackiego: <<Bogurodzico Dziewico - Usłysz nas Matko Boża!  To  Ojców  naszych  śpiew! Wolności błyszczy  zorza - wolności bije dzwon! Bogurodzico! Wolnego ludu krew! Zanieś przed Boga tron!>>.
     Chwile były podniosłe, budujące. Lud Boży stał jak ogromny łan zboża. W przerwach między  śpiewami było cicho. Tylko od lasu ciągnął chłodny wiaterek. Szarzało.  Na placu zabłysły lampy. Ostatnie błogosławieństwo. [...]   Ksiądz Biskup pożegnał zebranych i wyraził nadzieję, że w niedługim czasie, sądząc z postawy wiernych i ich ofiarności, stanie kościół [...]. Zapadła noc i tylko rozpostarte ramiona krzyża objęły straż nad placem i miastem. Jest to jedyny krzyż <<na osiedlu>>''.


    Dnia 4 lipca 1998 r. Ksiądz Arcybiskup Metropolita Lubelski - Józef Życiński - erygował w dzielnicy fabrycznej Kraśnika nową Parafię pod wezwaniem Matki Bożej Bolesnej. Jej pierwszym proboszczem został ks. Wiesław Rosiński. Rozpoczęła się budowa nowego kościoła.



ZAPRASZAMY DO GALERII ZDJĘĆ Z BUDOWY KOŚCIOŁA
 

Akt zawierzenia naszej parafii i miasta Kraśnik Niepokalanemu Sercu Maryi Królowej Polski.

Losowa fotografia
Przetłumacz stronę

Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło

Zapamiętaj mnie



Zapomniane hasło?